PODZIEL SIĘ:Tweet about this on TwitterShare on FacebookGoogle+Share on LinkedIn
gallery_top
17 sierpnia 2017 r.

Kiedy Agnieszka i Andrzej Wilczyńscy zastanawiali się nad zmianą w swoim dotychczasowym życiu i wracali do rodzinnego Łowicza z pierwszego spotkania w siedzibie Grupy Muszkieterów, obok ich samochodu uderzył piorun. Byli tuż po lekturze „Pielgrzyma” Paulo Coelho. Pisarz w swojej twórczości wielokrotnie zwraca uwagę na umiejętność czytania znaków wskazujących właściwą drogę, podsuwanych nam przez los. Uznali, że piorun był właśnie takim znakiem. Postanowili, że przyłączą się do Muszkieterów.

Oboje wywodzili się z rodzin przedsiębiorców. Ona – jako córka właścicieli cukierni – była mistrzem cukiernictwa, jednak po ukończonych studiach pracowała w księgowości łowickiej mleczarni. On był czeladnikiem młynarstwa,bo rodzice prowadzili młyn. Wkrótce jednak przekształcili  go na wytwórnię wód gazowanych, w której pracował wraz z nimi. Był rok 1999.

MOGLI BYĆ PIONIERAMI

Dwa lata wcześniej kupili w Łowiczu 1,5-ha działkę, która nadawała się pod handel wielkopowierzchniowy. Mieli stabilna sytuację życiową – małżeństwo z 9 letnim stażem i trójka dzieci. Chcieli jednak coś zmienić. Uderzenie pioruna podczas powrotu z pierwszego spotkania w Grupie Muszkieterów pomógł im w podjęciu decyzji. – W 2000 roku ukończyliśmy cykl szkoleń przygotowujących do prowadzenia marketu. W międzyczasie okazało się, że nasza działka nie spełnia wymogów i Grupa musiała zrezygnować z budowy marketu w Łowiczu. Mogliśmy zacząć w innej proponowanej lokalizacji, ale to nie był dla nas dobry moment na przenosiny. Czekaliśmy na czwarte dziecko – wspomina Andrzej Wilczyński.

Postanowili zająć się cukiernią. Zaczęli nawet dostarczać pieczywo do lokalnego sklepu Intermarché – mieli więc pośredni kontakt z Grupą. Obserwowali, jak się szybko rozwija, czego nie można było powiedzieć o ich firmie.

CZAS NA ZMIANY

Pomyśleliśmy, że czas na zmiany. A jak zmieniać, to wszystko, łącznie z branżą. Tym razem nic nas nie ograniczało, byliśmy skłonni wyjechać na drugi koniec Polski. W 2012 roku, 13 lat od pierwszej próby, zdecydowaliśmy się wejść do Grupy – mówi Agnieszka Wilczyńska.

Próbowaliśmy działać na własną rękę i mimo, że w cukierni stanowiliśmy naprawdę zgrany tandem, wiedzieliśmy, że utrzymanie się jako podmiot całkowicie niezależny na rynku jest szalenie trudne. To bycie współzależnym, a jednocześnie niezależnym w Grupie idealnie wpisywało się w nasze doświadczenie i nasze potrzeby jako przedsiębiorców. W tym modelu franczyzy utrata niezależności przedsiębiorcy jest naprawdę niewielka, a korzyści i ułatwienia są niezaprzeczalne – począwszy od zaplecza szkoleniowego, przez techniczne, po organizacyjne –  przyznaje Andrzej Wilczyński.

Musieli jeszcze raz przejść całą procedurę rekrutacyjną. Dowiedzieli się, że dziś mogliby mieć już trzy sklepy, gdyby nie zrezygnowali w 2000 roku.  Może tak, ale moglibyśmy mieć np. problemy z dziećmi, a tak udało się nam je dobrze wychować. Niczego nie żałujemy. Choć byli przygotowani na przeprowadzkę i tym razem los spłatał im figla. Wśród propozycji lokalizacji marketu Bricomarché pojawiły się Skierniewice oddalone tylko 25 km od ich domu. Wszystko ma swój czas – dodaje Agnieszka Wilczyńska.

UŁATWIONY START DZIĘKI FRANCZYZIE

Po doświadczeniu zdobytym podczas szkoleń, wiedzieli jak przygotować harmonogram otwarcia sklepu, kiedy rozpocząć rekrutację i szkolenia pracowników, rozmowy z dostawcami, kiedy zlecić plan sklepu czy złożyć zamówienie na towar. – Franczyza jest nieoAndrzej i Agnieszka Wilczyńscyceniona przy rozruchu. Bez know-how przekazanego podczas szkoleń start byłby o wiele trudniejszy. Wystrzegliśmy się wielu błędów. To sprawdzony pomysł na biznes. Zakupy przez bazę i współpraca z referencjonowanymi dostawcami umożliwiają wynegocjowanie korzystnych cen i dają bezpieczeństwo. Do tego korzystamy z reklamy centralnej, na którą samodzielny przedsiębiorca nie mógłby sobie pozwolić. Cały wachlarz  udogodnień sprawia, że wsparcie dla biznesu w wypadku tej franczyzy jest wręcz nieporównywalna z innymi franczyzami na rynku – wylicza Andrzej Wilczyński i dodaje, że czymś wyjątkowym jest tu praca w centrali, na rzecz Grupy. Początkowo byłem sceptyczny, ale im dłużej pracuję na rzecz Grupy w dziale zakupów centralnych Bricomarché, widzę, że to dobra metoda rozwoju. Pracując dla Grupy pracuję też dla siebie – mówi.

Oboje szybko odnaleźli się w nowej branży. Zgrany tandem małżonków, przedsiębiorców, widzi przed sobą dalsze etapy rozwoju. – Mamy ochotę na kolejny sklep. – deklaruje Anna Wilczyńska.

PODZIEL SIĘ:Tweet about this on TwitterShare on FacebookGoogle+Share on LinkedIn
gallery_top

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *